„HOTKA STORY” (fragmenty)

 

***

Pierwszy dzień pracy z Młodym okazał się początkiem czegoś nowego. Przebudziło się we mnie głęboko drzemiące pragnienie zdobywania. Niewytłumaczony instynkt kazał się wdzięczyć, uwodzić. I choć nie byłam jeszcze do końca świadoma zmian, które we mnie nastąpiły, czułam, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Dziwiło mnie to wtedy. Dziwi wciąż dziś. Nie pierwszy raz przecież trafiło mi się ciasteczko. Pierwszy raz jednak miałam ochotę schrupać je. I to w całości.

***

Gdy tylko zniknęłam z jego pola widzenia, przyspieszyłam kroku. Zrzucając z siebie ubrania, niemalże biegłam wprost do szafy, z której wygrzebałam koronkową sukienkę w krwistoczerwonym kolorze. Szybko włożyłam ją na siebie. Usta pociągnęłam szminką i rzuciłam się na łóżko w seksownej pozie.
Zerknęłam w stronę drzwi. On już tam był. Nagi i bardzo gotowy. Oparty o futrynę, czekał na zapraszający do zabawy gest. Uśmiechnęłam się, po czym obróciłam na brzuch, wypinając w jego kierunku pupę. Podszedł i stanął tuż za mną. Sukienkę podwinął ku górze.
– Niegrzeczna z ciebie dziewczynka – wyszeptał i jednym mocnym szarpnięciem zerwał ze mnie stringi, by chwilę potem wymierzyć siarczystego klapsa.
Spodobało mi się to. Był taki zdecydowany. Stanowczy. Pożądanie zawładnęło nami. Nie chciałam pieszczot. Nie chciałam pocałunków. On też nie miał na nie ochoty. Złapał mnie za biodra i wszedł we mnie. Między udami poczułam przyjemne wibracje, a ciałem wstrząsnął dreszcz podniecenia, który narastał z każdym kolejnym pchnięciem. Przymrużyłam oczy, oddając się rozkoszy. Czułam, że już niedaleko. Przyspieszone bicie serca. Jęk. Krzyk. Fala ekstazy rozlała się, obezwładniając mnie całkowicie. Zachłannie łapałam oddech, zatracając się w orgazmie.

***

     Im więcej słów, podniecających zdjęć, tym większe pojawiało się pragnienie – tylko pragnienie czego tak właściwie? Sama nie potrafiłam tego zrozumieć. Analiza też w niczym by nie pomogła, więc raczej starałam się unikać nadmiernego rozmyślania nad tym uczuciem, które w dziwny sposób ciągnęło mnie w stronę Młodego. Wiedziałam jednak na pewno, że nie mogę ku niemu podążać.

***

– Hanka, cipo głupia, zaniedbujesz mnie ostatnio.
Zocha, jak zwykle zresztą, wparowała w spokojną przestrzeń mojego domu, ożywiając ją skutecznie swoją ekspansywną osobowością.
– Jezu, Zocha, skąd w tobie tyle agresji? Wejdź, proszę. Usiądź. Rozgość się. Widzę, że herbatkę już masz, to nie proponuję.
– Żadna herbatka. To wino.
– W kubku?
– A w czym miałam przynieść? W kieliszku? Przez pół osiedla popierdzielać z lampką wina w dłoni?
– Może lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu skorzystanie z dobrodziejstw mojego barku?
– Może nie zmieniaj tematu. Tęsknię za tobą, cipko moja.
– Jestem przecież.
– No wiem, ale mało jakoś.
– Widziałyśmy się w piątek. Jest wtorek. Nie przesadzaj. A tak z ciekawości zapytam, gdzie wino dla mnie?
– W butelce jeszcze, bo pewnie masz jakieś? Nalać ci? Mojego nie lubisz, toteż nie przyniosłam. – Z rozbrajającym uśmiechem ruszyła w kierunku kuchni.

***

Mężczyźni to wzrokowcy, co pewnie wiesz. Niestety, dla wielu kobiet stwierdzenie to sprowadza się wyłącznie do drażliwej sytuacji, w której on odwraca głowę za inną. Kiedyś też mi to przeszkadzało, ale z biegiem lat zrozumiałam, że to całkiem zdrowy odruch, instynkt wręcz nie do ogarnięcia, więc nie warto z nim walczyć, nie warto się o to sprzeczać. Zamiast denerwować się niepotrzebnie, lepiej popracować nad tym, by skupiać uwagę na sobie. Sprawić, by mąż nie miał ochoty spuszczać z Ciebie wzroku, a inni panowie czuli się onieśmieleni Twoją zajebistością.

***

Obudziłam się w środku nocy. Błoga cisza otulała przestrzeń wokół mnie. Nie mogłam zasnąć, więc zajrzałam do maili. W skrzynce kilka nowych słów od Młodego. Ciało zadrżało, a w pokoju zrobiło się gorąco i duszno. W wyobraźni pochylony nade mną masował. Lizał. Ugniatał. W rzeczywistości leżałam w łóżku zupełnie sama. Pulsowanie między udami doskwierało troszeczkę, przez co bardziej niż zwykle byłam skłonna poddać się jego pieszczotom. Muszelka zwilżyła się na samą myśl o nich. Powoli i namiętnie przesunęłam więc dłoń wzdłuż ciała, by w końcu ułożyć ją tam, gdzie potrzebowałam jej najbardziej. Rozpalona. Mokra. Okrężnymi ruchami pieściłam łechtaczkę, w odruchu rozkoszy zaciskając uda raz za razem.
Ach, jak przyjemnie…

Przyjemnej lektury,

Hanka Nowak